a0546228161_10Główny nurt stylistyczny celtic punka ustabilizował się kilkanaście lat temu. Od tego czasu, choć wiele grup porusza się w jego granicach, trudno znaleźć zespół autentycznie świeży, który wniósłby do gatunku nowe spojrzenie. Kimś takim mogą być Kanadyjczycy z formacji Rogues, łączący irlandzkiego punka z pomysłami charakterystycznymi dla rocka alternatywnego i indie.

Debiut zespołu rozpoczyna utrzymane częściowo w klimatach ska „Huckey Pump”, co stałym czytelnikom tego portalu powie wiele o moim nastawieniu do tego utworu. Później jest na szczęście dużo lepiej. Najlepszy w zestawie „Pride of Torbay” to rozbujana, imprezowa petarda, której energią dorównują jedynie „Fridays” i „New Newfoundland”. Marszowe tempo zapewniają „Demons” oraz „Vengeance”, a piknikowe – „Down the Road”. Szczególną uwagę proponuję zwrócić zwłaszcza na przepiękny, liryczny „Hangman’s Waltz” i tytułowy, szczególnie bliski twórcom „Edge of the World”.

Rogues łączą oczywiste celticpunkowe kompozycje z altrockowym warsztatem oraz naleciałościami krainy, w której się wychowali – Nowej Fundlandii i Labradoru. Choć instrumentaliści stanęli na wysokości zadania (gitarowe solówki!), i tak najmocniejszą stroną albumu jest charakterystyczny wokal Leo Mulrooney’a – lekko zachrypnięty, przeciągający zgłoski, który równie dobrze brzmiałby w aranżacji hardrockowej, bluesowej lub w grunge’u. Spotkać taki talent wśród celticpunkowej braci to absolutna rzadkość.

Choć po wydaniu płyty Kanadyjczycy przycichli, warto co jakiś czas śledzić ich poczynania. To wyjątkowa grupa, która zmierza w stronę własnego stylu z wysoko podniesionym czołem. Zdecydowanie polecam.

Michał „Michu” Wysocki

PS. Płyta do przesłuchania na Bandcampie zespołu.

Spis utworów:

  1. Huckey Pump
  2. Pride of Torbay
  3. Demons
  4. Fridays
  5. Down the Road
  6. Hangman’s Waltz
  7. Scars
  8. New Newfoundland
  9. Captain William Jackman
  10. Vengeance
  11. Edge of the World

paddy_and_the_rats_rats_on_board_2010-580x580Chyba tylko odkrycie Dropkick Murphys było dla mnie objawieniem większym niż odpalenie pierwszego albumu Paddy and the Rats. Charyzmatyczni Węgrzy szturmem wzięli światowe listy celticpunkowych przebojów wkraczając na koncertowe sale z wyjątkowo autorskim stylem i masą chwytliwych melodii. Choć wydane w 2011 r. „Hymns for Bastards” i rok później „Tales From The Docks” były fantastycznymi albumami, muzykom nie udało już się powtórzyć tak niesamowitej magii jak na swoim debiucie, „Rats on Board”.

Umieszczone na płycie kompozycje można podzielić na trzy zasadnicze grupy. Pierwsza to gitarowe grzańce, idealne do pogo: „Pub’n Roll”, „Poor Ol’ Jimmy Biscuit”, „Bang!” i „William”. Drugą, największą, stanowią energiczne numery zbudowane na punkowej podstawie, z mnóstwem celtyckich motywów i bogatym folkowym instrumentarium – wyjątkowo rozbujane „The Six Rat Rovers”, „Song of a Leprechaun” i bardzo podobne „We Will Fight”, wyróżniające się partią skrzypiec „Hurry Home” oraz „Bully in the Alley”, a także świetnie zagrane „Sailor Sally”. Całość uzupełnia marszowe „Freedom”, ballada „Fuck You, I’m Drunk”, utrzymane w konwencji słowiańskiego ska „Ugly Drunken Woman” i coverowany do granic możliwości „Drunken Sailor”.

Od samego początku Węgrzy zachowywali się, jakby poznali największy celticpunkowy sekret – by grać chwytliwą muzykę, nie wystarczy dodać do folku trochę elektrycznych gitar. Z kompozycji musi wypływać punkowa energia, wiosła powinny grzać, a chóralny zaśpiew skłaniać do tupania wszystkimi dostępnymi nogami. Paddy and the Rats na tym albumie perfekcyjnie opanowali umiejętność tworzenia żywiołowych, wpadających w ucho melodii, które nuci się godzinami po wyłączeniu odtwarzacza.

Nie ma co ukrywać – „Rats on Board” to dla mnie pierwsza trójka najlepszych celticpunkowych płyt w historii tego gatunku. Album pełen znakomicie napisanych utworów, bogato przeplatany tradycyjnymi instrumentami i, co nie mniej ważne, świetnie zaśpiewany. W zasadzie nie ma słabych punktów, co, sami przyznajcie, zdarza się okropnie rzadko.

Michał „Michu” Wysocki

Spis utworów:

  1. The Six Rat Rovers
  2. Song of a Leprechaun
  3. Pub’n Roll
  4. Freedom
  5. We Will Fight
  6. Fuck You I’m Drunk
  7. Poor Ol’ Jimmy Biscuit
  8. Hurry Home
  9. Sailor Sally
  10. Bang!
  11. Ugly Drunken Woman
  12. Clock Strikes Midnight
  13. William
  14. Drunken Sailor
  15. Bully in the Alley

Co-wqfYVYAAGhgwAustralijczycy z The Rumjacks zaledwie rok kazali czekać na swój kolejny długogrający krążek. Przed sobą mieli trudne zadanie, ponieważ wydane w 2015 r. „Sober & Godless” zostało wyjątkowo ciepło przyjęte przez fanów i krytyków. Intensywne koncertowanie oraz masa innej działalności wcale im tego zadania nie ułatwiały. Może dlatego mam wrażenie, że „Sleepin’ Rough”, choć bardzo dobre, ma w sobie za mało punkowego pazura.

Album otwiera jedna z energiczniejszych kompozycji, „Patron Saint O’ Thieves”. Podobną moc panowie prezentują jeszcze w „Dead To Me” – to zdecydowanie najostrzejsze momenty płyty. Na szczęście, znajduje się na niej także kilka klasycznie celticpunkowych przytupajek – „Zielona Góra” (skojarzenia absolutnie nieprzypadkowe!), „A Fistful O’ Roses” (znakomity singiel), „Fact’ry Jack” i „WKND (Flash New Breeks) emanują energią, której tak bardzo poszukuję w tym gatunku. Zdecydowanie mniej chwytliwe są natomiast balladowe „Murder Shanty”, „Them Fallen” oraz „The Pot & Kettle”. Żeby jednak zrównoważyć liryczną stronę swej twórczości, zespół zafundował nam jeszcze bardzo amerykańskie „Les Darcy” oraz utrzymane w klimacie znienawidzonego przeze mnie ska – „Kathleen”.

Z każdą kolejną płytą Australijczyków odnoszę coraz większe wrażenie, że panowie na koncertach wykorzystują całą swą energię i płyty nagrywają mocno przytłumieni. Niezmienione od poprzedniego albumu instrumentarium wciąż prezentuje się znakomicie, wokal McLaughlina dalej przywodzi na myśl zadymione irlandzkie bary, a teksty w błyskotliwy sposób biczują otaczającą nasz rzeczywistość. Wciąż jednak brakuje mi punkowej energii, którą The Rumjacks pokazują głownie podczas występów na żywo.

Fanom zespołu płyty nie trzeba polecać, ponieważ dostaną dokładnie to, czego oczekują po Australijczykach. Z uwagi jednak na to, że jest to wydawnictwo trochę bardziej stonowane niż chociażby recenzowane już na naszych łamach „Gangs of New Holland”, odsłuch „Sleepin’ Rough” zalecam nowicjuszom dopiero po zapoznaniu się z pozostałą dyskografią grupy.

Michał „Michu” Wysocki

Lista utworów:

  1. Patron Saint O’ Thieves
  2. Zielona Gora
  3. A Fistful O’ Roses
  4. Fact’ry Jack
  5. ‚Eight Beers’ McGee
  6. Murder Shanty
  7. Les Darcy
  8. Dead To Me
  9. Kathleen
  10. WKND (Flash New Breeks)
  11. Them Fallen
  12. The Pot & Kettle

indeks

Neozbiljni Pesimisti, Niepoważni optymiści, to niecodzienna atrakcja prosto z samego serca Serbii, łącząca world music (z dużym naciskiem na jej odmianę bałkańską) z lżejszymi odmianami punka i rocka. Już za niecały miesiąc zagrają dwa koncerty w Polsce.

Nie będzie to jednak pierwszy pobyt Serbów w naszym kraju. Polskiej publiczności dali się już poznać podczas występów na Łemkowskiej Watrze na Obczyźnie w Michałowie (k. Lubina), we Wrocławiu, Poznaniu, Gdyni, Warszawie i Krakowie. Grali również na Przystanku Woodstock.

Daleko im do celtic punka, choć w swoich folkowych kompozycjach potrafią przyłoić z przesterem. Więcej jednak u nich rocka i ska. Wesołą muzykę, jeśli wierzyć informacji na stronie zespołu, łączą z pesymistycznymi, mętnymi tekstami. Stąd zapewne wywodzi się niejasna nazwa grupy.

Do tej pory wydali trzy długogrające albumy. Pierwszy i drugi można w całości przesłuchać na oficjalnej stronie zespołu. Trzeci – jedynie jako jednominutowe zajawki, ale i tak warto. Wszystkie płyty zostały ciepło przyjęte przez publiczność i cieszą się niesłabnącą popularnością podczas występów na żywo.

Zdecydowanie warto zobaczyć tych serbskich mistrzów muzycznych nieoczywistości. Może brak im przebojowości charakteryzującej grupy z irlandzkiego nurtu folkowego punka, ale nadrabiają instrumentalną inteligencją i rzadko spotykanym talentem do przenikania się różnych gatunków i nastrojów.

Koncerty w Polsce:
02.09 – Białystok, Rynek Kościuszki,
03.09 – Nowy Sącz, Spóźniony Słowik.

a4285934419_10Najbardziej lubię, gdy dobra muzyka atakuje mnie znienacka. Niewiele jest w moim życiu rzeczy tak radosnych jak świetna kapela, która pojawiła się w nim absolutnym przypadkiem. Do tej kategorii z pewnością można zaliczyć High Sea Looters – owianą tajemnicą formację z Haiti, o której wiadomo w zasadzie tylko tyle, że wydali kapitalną płytę, a Google milczy na ich temat.

Album „The Beginning”, w całości do nabycia i odsłuchu na Bandcampie zespołu, można kupić w zasadzie dla utworu „That’s How I Live” – absolutnego celticpunkowego klasyka, który mogliby nagrać Dropkick Murphys, gdyby tak w ostatnich latach nie zmiękli. W podobnym klimacie utrzymane są również „I Was Kissed by an Angel”, „Navigator” i przesympatyczne „The Wind Keeps Blowing Me Away”. Więcej jednak na płycie marszowych, gitarowych numerów opartych na szantach – „Dying Pirate’s Lagoon”, „Dead or Alive”, „Pirate’s Life”, „The Day The Rats Left The Ship”, „Burial Ground” i bardziej żywiołowe „El Kraken” podpadają właśnie pod tę kategorię. Warto zwrócić jeszcze uwagę na singlowe „The Beginning” i cover jednego z klasyków wszech czasów – „Drunken Sailor” („Morskie Opowieści!).

Nazwa grupy, tytuły płyty i poszczególnych piosenek oraz okładka wskazują jednoznacznie na silny związek zespołu z szantami. Trochę zbyt silny, jak na mój gust, bo często wypiera on klasyczną folkową energię. Panowie zadziwiająco dobrze radzą sobie z gitarami, przez co płyta wypełniona jest riffami i solówkami, które trudny wyrzucić z głowy. Folkowe instrumentarium okrojono do absolutnego minimum.

Jak wspomniałem na wstępie, oprócz strony na Bandcampie i jednego youtube’owego klipu, Sieć milczy o High Sea Looters. Jeśli kiedykolwiek uda się wam z nimi skontaktować – dajcie znać, bo „The Beginning” może stać się początkiem fascynującej karaibskiej przygody!

Michał „Michu” Wysocki

Spis utworów:

  1. Dying Pirate’s Lagoon
  2. The Beginning
  3. I Was Kissed by an Angel
  4. Our Captain Was a Lady
  5. Dead or Alive
  6. Navigator
  7. Pirate’s Life
  8. El Kraken
  9. The Day The Rats Left The Ship
  10. That’s How I Live
  11. Drunken Sailor
  12. Burial Ground
  13. The Wind Keeps Blowing me Away