Wywiad z Drunken Dolly

FotoJet

Drunken Dolly do holenderska petarda, która szturmem wzięła wszystkie listy najlepszych celticpunkowych albumów 2017, a mój osobisty ranking wygrała. Prywatnie muzycy prezentują co najmniej taki sam poziom poczucia humoru, jak w swoich utworach przepełnionych alkoholową retoryką. Warto ich sprawdzić i śledzić dalsze poczynania!

Michu: Zacznijmy od rozgrzewki – Drokpick Murphys czy Flogging Molly?

Michael: Dropkick Murphys, chociaż założyliśmy Drunken Dolly po koncercie Flogging Molly. Ale to właśnie Dropkick Murphys odkryło, jak łączyć szybkiego punk rocka w stylu Ramones z irlandzkimi instrumentami i wciąż brzmieć jak irlandzka muzyka taneczna.

Scott: Lubię oba zespoły, ale również wybiorę Dropkick Murphys.

Randy: Trudne pytanie, chociaż też wskażę na Dropkicków – mają więcej nastawienia w stylu „bez nonsensów, prosto do pointy”. Z drugiej jednak strony doceniam bardziej tradycyjne brzmienie Flogging Molly. Obie kapele są świetne!

Kevin: Kiedyś bardziej wolałem Flogging Molly, ale przez ostatnie lata skłaniam się coraz mocniej w stronę Dropkick Murphys – mają więcej punkowego feelingu.

Gydo: Metallica!

Jakie są Wasze celticpunkowe inspiracje?

Michael: Głównie DM i FM, ale cenię także The Real McKenzies, Ferocious Dog, Off With Their Heads i Against Me!

Kevin: Inspiruje mnie wiele rodzajów muzyki, niekoniecznie celtic punk. Zwłaszcza takie grupy jak NOFX, Rancid, Misfits i masa rock’n’rollowych artystów. Jeśli chodzi o rzeczy celticpunkowe, będą to głównie Flogging Molly, Dropkick Murphys, The Real McKenzies i Frank Turner.

Randy: Chciałbym dodać Fintrolla do tej listy. Zaczynałem słuchając folk metalu.

Gydo: Dla mnie wszystko zaczęło się od kasety „Sing Loud, Sing Proud!” i biletem na Dropkick Murphys, który mój wujek sprezentował mi na urodziny w 2001 lub 2002 roku. Kilka lat później spotkałem Scotta oraz Michaela i poznałem Flogging Molly, The Real McKenzies, a także masę innych grup.

W tamtym roku wydaliście swój debiutancki album, który zebrał pozytywne recenzje i znalazł się na pierwszym miejscu mojej listy najlepszych płyt 2017 roku. Jak długo go przygotowaliście?

Michael: (śmiech) W zasadzie od kiedy powstaliśmy! Na płycie znajdują się piosenki, który ułożyliśmy na samym początku naszej przygody, chociaż zmieniły się przez te wszystkie lata, a niektóre teksty zostały napisane na nowo. Dopiero po tych wszystkich zmianach weszliśmy do studia. Mamy jednak nadzieję, że następna płyta pojawi się dużo szybciej – na naszych półkach już leży kilka niezłych kawałków.

Scott: Jeśli pytasz wyłącznie o produkcję albumu, trwała niemal dwa lata.

Nawiązując jeszcze do poprzedniego pytania – co jest największą przeszkodą w wydaniu celticpunkowego albumu?

Michael: Najpierw chciałem zrobić stereotypowy zestaw pijackich piosenek, ale to szybko zrobiło się nudne. Wtedy stwierdziłem, że chcę dobrze wykonanej mieszanki folku/folk punka i punk rocka/pop punka, które kocham i które gram od lat. Nie było wielu kapel, które łączyłyby to z folkiem, tak jak NOFX, Rancid czy Jaya the Cat robią to ze ska i reggae.

Kevin: Myślę, że największą przeszkodą było zebranie pieniędzy na wydanie płyty we własnym zakresie.

Scott: Nie chciałem o tym mówić, ale skoro Kevin już zaczął – pieniądze, a raczej ich brak, spowalniają cały proces. Ale my się na to nie skarżymy. Ciężko pracowaliśmy na to, by album wreszcie został opublikowany i bardzo cieszymy się z rezultatu naszych wysiłków.

Czy łatwo tworzy się chwytliwe refreny? Jak wygląda wasza praca nad wokalami w tle utworów?

Michael: Myślę, że chwytliwy refren jest bardzo ważną częścią piosenki, dlatego często najpierw piszę refren utworu, którego jeszcze nie stworzyłem, albo wykorzystuję w tym celu fragmenty tekstów innych autorów. Preferuję krótkie refreny, ponieważ są bardziej chwytliwe, łatwiejsze do zapamiętania i chóralnego śpiewania. Wokale w tle bez wyjątku są autorstwa naszego perkusisty – Scotta. Za młodu śpiewał nawet w chórze, gdzie złapał odpowiednie podstawy. Później Scott i ja graliśmy w poppunkowej kapeli i nakręciliśmy się na The Beach Boys – stąd rozbudowanie harmonie naszych utworów. Przykładowo, „Hold On” to utwór który napisaliśmy i wykonywaliśmy z poprzednią kapelą – The Bat Bites.

Naprawdę pijecie tak dużo, jak o tym śpiewacie?

Randy: Nie pamiętam.

Michael: Ostaaaaaatnio brałem udział w niekończącej się popijawie. W Rotterdamie było wiele świetnych imprez i koncertów, a dodatkowo każdy występ Drunken Dolly kończy się długim afterparty. Wiem, że picie bywa destrukcyjne i należy uważać, by nie stało się nawykiem lub uzależnieniem. Z drugiej strony jest także świetną odskocznią od świata i pozwala czasami rozładować napięcie.

Gydo: Tak – wyobraź sobie jaki później jest kac. Ale niczego nie żałuję!

Skąd pomysł, by w swoich utworach używać jednocześnie banjo i mandoliny?

Michael: To ma związek z moim odejściem z zespołu i powrotem, gdy grałem z chłopakami od czasu do czasu. Przez koncertowanie z The Apers opuściłem Drunken Dolly na kilka lat. Ale gdy Scott odszedł z The Bat Bites i wrócił do DD, znaleźli gitarzystę (Randy’ego), a Gydo zaproponował, bym zamienił wiosło na mandolinę, podczas gdy on zostanie głównym wokalistą. Po kilku koncertach poczułem tak niesamowitą radość z grania, że postanowiłem wrócić do zespołu na pełnoprawnych warunkach. Początkowo Gydo zmieniał czasami gitarę akustyczną na banjo, ale później (niezrozumiały bełkot) i teraz gra tylko na banjo!

Styl „Alkoholic Rhapsody” często porównywany jest do pop punka lub kalifornijskiego punk rocka. Czy to celowa decyzja, czy wypadek przy pracy?

Michael: Zdecydowanie świadoma decyzja. Grałem w punkrockowych zespołach od kiedy skończyłem 16 lat – w pierwszej kapeli z Kevinem. Później obsesyjnie wkręciłem się w NOFX i Rancid, a dzięki takim wytwórniom jak Fat Wreck czy Epitaph i lokalnym zespołom, The Apers i The Accelerators, poznałem punk rocka spod znaku The Ramones, reprezentowanego przez Screeching Weasel czy The Queers.

Scott: Gdy piszę piosenkę, zawsze zaczyna jako utwór poppunkowy/punkrockowy. Później wołam Michaela i Gydo, żeby dodali jej trochę folkowego brzmienia! (śmiech)

Co robiliście przez te wszystkie lata pomiędzy rozpadem zespołu i triumfalnym powrotem w 2014 roku?

Michael: Scott i ja założyliśmy The Bat Bites, gdzie eksplorowaliśmy popową wersję punk rocka w stylu Ramones – w ramach tego projektu uczyliśmy się pierwszych dużych, punkrockowych harmonii. Zauważyli to The Apers, którzy szukali nowego gitarzysty. Dołączyłem do nich i koncertowaliśmy po całym świecie. Wtedy też nauczyłem się wiele na temat występów przed publicznością – Kevin Aper jest jednym z najlepszych frontmanów jakich widziałem, mocno mnie inspiruje.

Kevin: Studiowałem i tworzyłem na boku inne muzyczne projekty. Razem z przyjacielem grałem duński, elektroniczny hip hop, organizowałem też lokalne muzyczne wydarzenia. No i solidnie imprezowałem!

Jak wygląda celticpunkowa scena w Holandii? Czy faktycznie jest tak, że zespoły współpracują ze sobą, zamiast rywalizować?

Michael: W zasadzie to nie ma aż tylu zespołów grających folk punka. Mnóstwo grup wykonuje tradycyjną muzykę wspieraną przez metalowego gitarzystę. Na przestrzeni lat dorobiliśmy się jednak kilku świetnych przedstawicieli naszego nurtu, takich jak Circle J czy The Royal Spuds. Zagraliśmy razem kilka koncertów.

Scott: Może w Holandii nie ma aż tylu folkpunkowych grup, ale zawsze lepiej jest sobie pomagać niż rzucać kłody pod nogi. Szczerze wierzę, że gra w kapeli powinna polegać m.in. na zdobywaniu przyjaciół i wzajemnym wsparciu, a nie rywalizacji. Przykładowo, kilka lat temu pożyczaliśmy vana od Circle J, gdy ci go nie potrzebowali. Zaproponowali niezłą cenę i dobre warunki. Wciąż jesteśmy im za to wdzięczni. Albo inna sytuacja – gdy nie możesz zaakceptować jakiegoś zaproszenia na koncert, bo grasz gdzie indziej, dlaczego nie wkręcić w to miejsce innej kapeli? To proste i działa w obie strony.

Czy Holandia ma rozwiniętą scenę rodzimego folku?

Michael: Tak! Nazywają to „palingsound”. Przypomina trochę niemiecki schlager music i jest strasznie gówniane. Sprawdź Andre Hazesa i Fransa Bauera, jeśli jesteś naprawdę zainteresowany. Ale nie jest to powód do dumy :(

Rozmawiał Michał „Michu” Wysocki

Czytaj więcej

Najlepsze albumy 2017 roku!

Kończący się rok był chyba najlepszym w historii celtic punka. Swoje albumy wydała większość znanych na świecie grup, w tym absolutna, legendarna czołówka – Dropkick Murphys, Flogging Molly, The Real McKenzies, Flatfoot 56 i The Tossers. Nie zabrakło także wielu udanych debiutów oraz płyt grup, które stabilizują swoją pozycję na muzycznej scenie drugim lub trzecim krążkiem. Celtic punk nigdy nie był tak różnorodny, poruszający i nieobliczalny jednocześnie. Dodatkowo 2017 to kolejny rok który potwierdza, że, gdy chodzi o wartości artystyczne, gatunek już dawno przestał być zdominowany przez zespoły pochodzące z krajów anglosaskich.

Przygotowane zestawienie zawiera subiektywny ranking najlepszych albumów. Z oczywistych względów nie znalazły się w nim wszystkie tegoroczne wydawnictwa. Do epek, generalnie, zaliczałem albumy zawierające pięć kompozycji i mniej, ale nie było to twardą regułą. Potraktujcie to jako kolejne autorskie spojrzenie na sprawę.

Większość płyt dostępna jest na Spotify lub bandcampowych profilach zespołów. Zachęcam do robienia zakupów – w ten sposób, nawet mieszkając w Polsce, możecie wesprzeć kapele, które z pewnością na to zasługują!

Albumy

3535. La Fiesta Del Diablo – Mis Colegas, La Barra y Satán – Nasz ranking otwiera chilijska grupa, która posiada dobrze zauważalny diabelski pierwiastek. Choć większość utworów porusza się w ramach szeroko rozumianej stylistyki ska, muzycy nie poszczędzili przesteru i agresywnego wokalu. To trzeci album wydany w ciągu trzech ostatnich lat. Mam nadzieję, że zespołowi nie zabraknie zapału i utrzyma takie tempo.

3434. Tortilla Flat – Forward to the Past – Tę szwajcarską formację cenię przede wszystkim za wytrwałość. Tegoroczny album jest siódmym w dorobku grupy i, co cieszy, wcale nie odbiega poziomem od jej wcześniejszych dokonań. Wciąż słychać tu surową punkową wrażliwość wymieszaną z celtyckim grzaniem. Albo na odwrót.

.

3333. The Scarlet – Hardfolk Shanties – Już po samym tytule możecie przewidzieć, co usłyszymy na najnowszym albumie Węgrów z The Scarlet. „Hardfolk Shanties” to zbiór w większości ciężkich kompozycji w stylu pirate punk. Szkoda, że płyta jest tak przybrudzona, bo utwory pokroju „Monday Morning” pokazują ogromny potencjał grupy. Dla fanów morskich opowieści.

3232. The Pourmen – Rise & Shine – Dawno nie słyszałem tak przaśnej płyty jak ta wydana przez Amerykanów z The Pourmen. Trochę tu szant, trochę country, z pewnością dużo tematyki okołoalkoholowej. Album nie jest wybitny pod żadnym względem, ale też nie utyka na żadne kopyto. Solidne, średnie wydawnictwo.

.

3131. Paddy and the Rats – Riot City Outlaws – PATR na dwóch pierwszych albumach grzało tak bardzo, że aż mi czerwieniały słuchawki. Dwie kolejne płyty były jednak strasznie słabe i po prostu nie dało się ich słuchać. „Riot City Outlaws” to mały krok w dobrą stronę – zespół wrócił do chwytliwych i wesołych melodii, wciąż jednak gra masę nieznośnych, okołoszantowych jęczydeł. Album jakoś się broni, ale mam nadzieję, że kolejne wydawnictwo będzie nawiązywać do początkowego etapu twórczości grupy.

3030. Всё_CRAZY – Мокрые слухи – Zawsze cieszę się, gdy dostaję w ręce płyty naszych sąsiadów. Zwłaszcza tych zza wschodniej granicy, ponieważ tam scena celticpunkowa nie jest tak rozwinięta, jak na Zachodzie. „Мокрые слухи” to przeważnie pogodny album utrzymany w stylistyce morskiej. Całkiem przyjemny.

.

2929. Cassidy’s Brewery – One Brew Over the Cuckoo’s Nest – Serbowie z Cassidy’s Brewery z pewnością wiedzą, jak łączyć folkową wrażliwość z rozgrzanymi gitarami. Co prawda covery tradycyjnych pieśni wychodzą im lepiej niż własne kompozycje, ale nie jest to zarzut dyskwalifikujący płytę. Zwracam uwagę na świetne „Heroes”.

.

2828. The Real Mccoys – Barfly – Coś takiego jest w The Real Mccoys, co przypomina mi najlepsze czasy fascynacji kalifornijskim punk rockiem. Prześmiewcze teksty, radosne kompozycje i wstawione ze smakiem folkowe elementy sprawiają, że „Barfly” słucha się z wyjątkową przyjemnością.

.

2727. Les Tricards – Saint Pogo – Debiutancka płyta Francuzów to krążek, do którego przekonałem się z czasem. Początkowo ich lekko surowy styl mi nie odpowiadał, ale ostatecznie mnie kupili. I Wy też powinniście dać się sprzedać, bo „Saint Pogo” przy bliższym poznaniu wiele zyskuje.

.

.

2626. Black Anemone – In It for Life – Szwedzi niespodziewanie uderzyli z drugim długogrającym albumem, i w zasadzie zmietli skandynawską scenę. „In It for Life”, choć dość krótkie, zawiera najlepszą mieszankę celticpunkowych smakowitości, z przepitym wokalem i rozbujanymi melodiami na czele. Płyta jest wystarczająco różnorodna, by zadowolić miłośników wszystkich odmian gatunku.

2525. Black Water County – Taking Chances – BWC uznawane jest za jedną z najlepszych angielskich grup celticpunkowych, choć powstało cztery lata temu. „Taking Chances” potwierdza tę opinię i pokazuje, że Amerykanie już dawno przestali dominować w tym przedmiocie. Album urzeka przede wszystkim damskim wokalem, tak rzadko spotykanym.

.

2424. O’Hamsters – Где бы мы ни бывали – Kolejna kapitalna grupa pochodząca z Ukrainy zabłysnęła nowym albumem. Płyta jest energiczna i agresywna, z pewnością bardziej punkowa niż folkowa. Muzycznie pierwsza klasa – tylko tekstów nie rozumiem, a mam wrażenie, że pojawia się tam Polska.

.

2323. The O’Reillys and the Paddyhats – Sign of the Fighter – Ta niemiecka grupa, która w zasadzie wzięła się znikąd (a dokładniej z potrzeby zagrania na weselu) szybko zawojowała Europę. Swój trzeci album utrzymała w klimatach pirackich szant przyprawionych gitarowym przesterem. Jak na mój gust trochę za mało tu beztroski, ale album i tak broni się znakomicie.

2222. Selfish Murphy – Another Fork in the Road – Cechą charakterystyczną rumuńskiego zespołu Selfish Murphy są ciężkie gitary, które nie przechodzą jednak w metal. Na tegorocznym albumie grupa zaprezentowała znaną już mieszankę mocnych brzmień z ludowymi instrumentami, która sprawdza się przede wszystkim na koncertach. Chętnie zobaczę ten materiał na żywo!

2121. The Lucky Pistols – Where the Orioles Fly – Wydawnictwo The Lucky Pistols to jedna z najbardziej amerykańskich płyt tego roku. Większość utworów zawiera w sobie posmak country, a harmonijka ustna i melodyjny wokal tylko umacniają słuchacza w tym przekonaniu. W zasadzie jedynym poważnym minusem wydaje się być monotonia – większość kompozycji jest do siebie bardzo podobna.

2020. Cheers! – Daily Bread – Drugą dziesiątkę zestawienia otwierają fantastyczni Czesi z Cheers!. „Daily Bread”, kolejne wydawnictwo w dorobku grupy, urzeka instrumentalnym kunsztem, choć nieco odstrasza wokalem, który do zawsze był problemem zespołu. Nie przeszkadza mi to jednak w przyznaniu wysokiego miejsca krążkowi w kategorii muzyki barowej.

1919. Flatfoot 56 – Odd Boat – Flatfoot 56 to jeden z tych nielicznych zespołów, które cenię przede wszystkim za teksty. Zaangażowana społecznie poetyka pojawia się u wielu grup celticpunkowych, ale to właśnie Amerykanie wykorzystują ją najlepiej. Nowy album jest nią przepełniony i powinien znaleźć się na półce każdego miłośnika gatunku.

.

1818. Restless Feet ‎– Homeward Bound – Nie od dziś wiadomo, że Niemcy są okołofolkową potęgą. Dotyczy to także celtic punka i gatunków pokrewnych, czego dowodzą coroczne wysypy świetnych albumów. Jednym z najlepszych wydawnictw za naszą zachodnią granicą w tym roku jest płyta speedfolkowej załogi Restless Feet. „Homeward Bound” to kawał solidnej, skocznej muzyki, które nie można przegapić.

1717. The Peelers – Palace of the Fiend – Trzeci album Kanadyjczyków zasługuje na uwagę przede wszystkim dlatego, że to jedna z najlepiej wyprodukowanych płyt tego roku. To czysta przyjemność słuchać tak doskonale wypieszczonych instrumentów, do tego wykorzystanych w całkiem zgrabnych utworach. Obowiązkowo do puszczenia na dobrych głośnikach.

1616. The Tossers – Smash the Windows – Grupa The Tossers powstała ładnych parę lat przed Dropkick Murphys czy Flogging Molly i choć nie osiągnęła podobnego sukcesu, od 24 lat nie zawodzi. Tegoroczny album to wciąż solidna dawka radosnej energii, ciepłych melodii i zabawnych tekstów, które pojawią się u sporej części celticpunkowego uniwersum. Oby grali co najmniej do pięćdziesiątki!

1515. Nevermind Nessie – Best of Foes – Nikt tak jak Belgowie z Nevermind Nessie nie potrafi wykorzystać akordeonu w celtic punku. „Best of Foes” to naparzanka w najlepszym punkowym stylu, uzupełniona mniej lub bardziej o folkowe elementy. Polecam zwłaszcza wykrzyczane, wpadające w ucho refreny.

.

1414. Craic – Sounds of Vandemark – W muzyce tej ośmioosobowej załogi ze Stanów słychać mocne wpływy Dropkick Murphys. Nic dziwnego, w końcu współpracowali z Ryanem Foltzem – byłym członkiem tej legendarnej formacji. Wszystko na „Sounds of Vandemark” jest na swoim miejscu, a ostatnie w zestawieniu „Cleveland” to zdecydowany kandydat do kanonu celtic punka.

1313. Potatoe Famine – Drink the Pub Dry – Jaka szkoda, że ta płyta jest taka krótka. Amerykanie z Potatoe Famine z pewnością wiedzą jak rozbujać słuchaczy. Od pierwszego utworu zaśpiewanego a capella, przez różne nastroje folku i elektrycznych gitar, aż po zamykający album kawałek „Paddy” (także pozbawiony instrumentów) – „Drink the Pub Dry” powinno na stałe zagościć w Waszych głośnikach.

1212. Kilmaine Saints – Whiskey Blues and Faded Tattoos – Ci dopiero mają zdrowie! Płyta zawiera 17 utworów, w większości wcale nie tak krótkich. Z tego powodu na albumie możemy znaleźć ogromny przekrój celticpunkowych klimatów – od barowych przyśpiewek, przez utwory stricte folkowe, aż po stadionowe zaproszenia do tańca. Solidna, uczciwa robota!

1111. The Real McKenzies – Two Devils Will Talk – Od zawsze powtarzam, że The Real McKenzies to najbardziej szkoccy Kanadyjczycy w historii. Swoim dwunastym albumem potwierdzają, że zasłużyli sobie na miano legendy celtic punka. Brak tu zaskoczeń – jest punk, dudy i masa prześmiewczych tekstów, z moim ulubionym „Fuck The Real McKenzies” na czele.

1010. The Drunken Lazy Bastards – Born to Be Drunk – Mówcie co chcecie, ale celtic punk i alkohol idealnie się uzupełniają. Otwierający pierwszą dziesiątkę Francuzi z The Drunken Lazy Bastards udowodnili to kolejną płytą. Kompozycje są lekkie, skoczne, pełne pogodnych tekstów. Jeśli dołożycie do tego solidną porcję humoru („Cursed Song”!) i świetne partie skrzypiec otrzymacie „Bron to Be Drunk” – płytę wartą każdej minuty Waszego czasu.

099. The Moorings – Unbowed – The Moorings to kolejna grupa, która w tym roku zadebiutowała pełnym albumem. I kolejna, która absolutnie nim nie zawiodła. „Unbowed” zawiera kompletny zestaw celticpunkowej dobroci – śmieszne teksty, wesołe melodie i gitarowy czad. Znakomicie wypada także w typowo folkowych numerach, co potwierdza mój osobisty faworyt – „Posy of Lily”.

088. Dropkick Murphys – 11 Short Stories of Pain & Glory – Gdy już myślałem, że Dropkick Murphys jest na autostradzie do lekkiego folk rocka, uderzyli z naprawdę dobrym materiałem. Płyta to zbiór stadionowych wręcz kompozycji, pełnych chórków i rozbujanych refrenów. Brak na niej może odrobiny magii charakterystycznej dla pierwszych wydawnictw zespołu, ale nie odbiera jej to nic ze swojego profesjonalizmu.

077. Flogging Molly – Lifes Is Good – Flogging Molly to zespół, który jak nikt inny potrafi uwydatnić sentymentalną stronę celtic punka. Choć często narzekam na to, że z biegiem czasu grupy stają się coraz łagodniejsze, Amerykanie robią to z gracją, która nie może być powodem do wstydu. Świetna płyta nawiązująca stylistycznie do legendarnego już „Drunken Lullabies”.

066. Sons Of O’Flaherty – The Road not Taken – „The Road not Taken” to kolejna wydana w tym roku płyta, która nawiązuje lekko do stylistyki kalifornijskiego punk rocka. W zasadzie jedynym minusem albumu są zlewające się z tłem tradycyjne instrumenty przy szybszym numerach. Poza tym album pełen jest niepohamowanej energii i świetnych partii gitarowych. Pyszne!

055. The Tradesmen – Built on the Blood of Us All – Ta płyta zaczyna się tak, jak każda celticpunkowa płyta powinna – od melodii dud irlandzkich. A później jest tylko lepiej. Świetna produkcja, czysty dźwięk, rozgrzane do czerwoności kompozycje i chóralny męski zaśpiew zapewniły albumowi wysokie miejsce w klasyfikacji. Wielka szkoda, że zespół rozpadł się w tym roku.

044. Uncle Bard & The Dirty Bastards – Handmade! – Czwarty album w dorobku Włochów jest jednocześnie ich najlepszym wydawnictwem. „Handmade!” przepełniają energetyczne siekiery, które porywają na koncertach tłumy. Nie zapominając o irlandzkiej wrażliwości, zespół stworzył gitarową petardę okraszoną specyficznym poczuciem humoru. Kapitalna sprawa i miejsce tuż za podium!

033. Jolly Jackers – Blood, Sweat and Beer – Odnoszę wrażenie, że młodzi Węgrzy z Jolly Jackers przejęli całą radosną wyobraźnię od wypalonych Paddy and the Rats. Na „Blood, Sweat and Beer” zaprezentowali bardziej dojrzałe oblicze, ale tylko pod względem instrumentarium i kompozycji. Lirycznie to wciąż lekka i humorystyczna balanga. Dla mnie to najlepszy węgierski album ostatnich kilku lat i zasłużone trzecie miejsce.

022. Celkilt – Stand – Długo czekałem na płytę taką jak „Stand”. Trzeci w dorobku Francuzów album to kopalnia pomysłów, które nadają celtic punkowi zupełnie nowego posmaku. Zespół miesza gatunki muzyczne, eksperymentuje z tempem, a nawet rapuje (no dobra, tylko troszeczkę). Wszystko to doprawia ogromną energią, talentem do kompozycji i stadionową wręcz estetyką. Absolutny must have.

011. Drunken Dolly – Alcoholic Rhapsody – Zdecydowanym zwycięzcą 2017 roku jest debiut Holendrów z Drunken Dolly. Płyta to kwintesencja gatunku – przepełniona chóralnymi zaśpiewami, chwytliwymi melodiami i wszechobecną tematyką alkoholową. Idealne rozłożenie proporcji między folkiem i punkiem sprawiło, że „Alcoholic Rhapsody” jest albumem, który nie ma słabych punktów. Z miejsca stał się moim ulubionym celticpunkowym wydawnictwem.

Epki/minialbumy

1010. Rain in Summer – Discordant Anthem from the Gutter

Druga epka w dorobku indonezyjskiej grupy wciąż grzeszy nie najlepszą produkcją, ale pobrzmiewa w niej zalążek czegoś wielkiego. Rain in Summer to skład, który warto śledzić!

9. ShamRocks – Ye Olde Chariot

Jak na celtic punka, Ukraińcy z ShamRocks grają wyjątkowo ostro. Z chęcią usłyszałbym więcej tak przesterowanych gitar.

8. Zuname – Nothing Can Stop Me

Ta epka to jedno z najmocniejszych wydawnictw w zestawieniu. Agresywny punk z domieszką melodii granych na dudach. Świetne!

7. Hawthorn – Ravenwood

Niesamowicie energiczny duet z Arizony zaskoczył fantastyczną epką, która nie powinna przejść bez echa. Dobrze skomponowany i wyprodukowany kawał muzyki.

6. The Crazy Rogues – Rebels’ Shanties

Węgry obrodziły w tym roku znakomitymi wydawnictwami. The Crazy Rogues nagrali album różnorodny, często bardzo liryczny, nie stroniący jednak od mocniejszych gitar (znakomite „Mutineers (must DIE)”!). Warto śledzić tę grupę, bo czuć w nich pokłady nieodkrytego jeszcze potencjału.

5. Benny Mayhem – Song for Absent Friends

Epka Benny’ego to przede wszystkim fantastycznie wyprodukowane gitary akustyczne. Odświeżające!

4. Union Blood – Working Class Pride EP

Stary, dobry, zaangażowany społecznie street punk. Znakomite!

3. Lád Cúig – Nosaltres Sols

Krótko, zwięźle i absolutnie na temat. Jak dobrze usłyszeć na celticpunkowej epce cover AC/DC!

2. Brick Top Blaggers – The Fury

Wielka szkoda, że ci zasłużeni celticpunkowcy nie zrobili z „The Fury” pełnej płyty. Kawał solidnej, rozśpiewanej roboty!

1. Black Rawk Dog – Suburban’s Folk Stories

Debiut BRD to indonezyjska petarda, której nikt się nie spodziewał. Najwyższy światowy poziom kompozycji, świetna produkcja i pełen profesjonalizm. Zdecydowany zwycięzca tego roku w swojej kategorii!

Czytaj więcej

Historia celtic rocka

Celtic rock to gatunek muzyki folkrockowej oraz rodzaj celtic fusion, włączający celtycką muzykę, instrumentarium i kompozycje w rockowy kontekst. Był niesamowicie płodny od początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku i jest uważany za najważniejszy fundament sukcesu wielu celtyckich kapel i wykonawców przebijających się do mainstreamu. Stanowi również podstawę tworzenia dalszych podgatunków. Odegrał główną rolę w utrzymaniu i zdefiniowaniu regionalnych oraz państwowych tożsamości, a także w umacnianiu panceltyckiej kultury. Pomógł także dotrzeć z owocami tej kultury do szerszej widowni.

Definicja

Celtic rock to połączenie irlandzkiej, szkockiej, walijskiej i bretońskiej muzyki ludowej z rockiem. Osiąga się to na dwa sposoby. Po pierwsze, wykorzystując tradycyjne kompozycje, zwłaszcza ballady, jigi i reele, w rockowej stylistyce. Po drugie, korzystając z tradycyjnych instrumentów – przede wszystkim harfy celtyckiej, flażoletu, dud, skrzypiec, bodhránu, akordeonu i koncertyny – w aranżacjach rockowych. Gatunek nie stroni również od celtyckich języków w swoich tekstach i ludowego tempa lub rytmu. Samo określenie „celtycki” budzi do dziś gorące emocje, nie tylko w kategoriach muzycznych. Wykształcenie pojęcia „celtic rock” nie oznacza jednak, że kiedykolwiek istniała jakaś jednolita celtycka kultura pomiędzy zaliczanymi do niej narodami. Jakkolwiek by jednak go nie definiować, dzisiaj celtic rock służy opisowi rozprzestrzeniania się, adaptacji i dalszego rozwoju muzycznych form w różnych, ale podobnych kontekstach.

Historia

Początki

Celtic rock wyewoluował z, głównie angielskiej, sceny electricfolkowej na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Prawdopodobnie pierwszy raz określenia tego użył szkocki pieśniarz Donovan, by opisać podgatunek folk rocka stworzony na potrzeby wydanego w 1970 roku albumu „Open Road”, który zresztą zawiera utwór o nazwie „Celtic Rock”. Wypada jednak stwierdzić, że umieszczone na płycie kompozycje nie miały czystych celtyckich elementów i choć stąd prawdopodobnie wywodzi się nazwa, nie jest to przykład gatunku, o który nam chodzi.

Irlandia

flagTo właśnie w Irlandii po raz pierwszy celtic rock objawił się jako świadoma próba muzyków wykorzystania ludowej i elektrycznej muzyki w ich własnym kulturalnym kontekście. Pod koniec lat sześćdziesiątych Irlandia posiadała być może najlepiej rozwijającą się scenę folkową, za którą podążały blues i pop. Dało to podstawy do stworzenia irlandzkiego rocka. Prawdopodobnie najlepszym owocem tego procesu było Thin Lizzy. Pierwsze dwa albumy tej założonej w 1969 roku grupy były mocno inspirowane irlandzkim folkiem, a pierwszy singiel „Whisky in the Jar” z 1972 to przecież rockowa wersja tradycyjnej pieśni. Od tego momentu kapela zmierzała bardziej w stronę hard rocka, co pozwoliło im wydać wiele popularnych singli i albumów, ale elementy celtyckie wciąż pobrzmiewały w ich twórczości (tutaj chociażby „Jailbreak” z 1976).

Utworzeni w 1970 roku Horslips byli pierwszą irlandzką grupą, do której zastosowano określenie „celtic rock”. Ich twórczość zawierała tradycyjną irlandzką/celtycką muzykę i instrumentarium, celtyckie tematy i obrazy, a concept albumy wpadające w progresywny i hard rock bazowały na irlandzkiej mitologii. Grupa Horslips uznawana jest za przełom w historii irlandzkiego rocka, ponieważ byli pierwszą kapelą, która osiągnęła spory sukces bez opuszczania kraju i jest uznawana za ostoję celtic rocka na całym świecie.

Opisana twórczość rozwijała się równolegle z rozkwitającą, irlandzką sceną folkową, do której zaliczano m. in. zespoły Planxty i The Bothy Band. To właśnie z tej tradycji Clannad, którego pierwsze wydawnictwa sięgają 1973 roku, przejął instrumenty elektryczne i newage’owe brzmienie na początku lat osiemdziesiątych. Zespół Moving Hearts, założony w 1981 przez byłych muzyków Planxty Christy’ego Moore’a i Donala Lunny’ego, kontynuował kierunek wytyczony przez Horslips, dodając do mieszanki irlandzkiego folku i rocka elementy jazzu.

Szkocja

flag-scotlandJuż w latach sześćdziesiątych istniały solidne więzi pomiędzy irlandzką i szkocką muzyką, a kapele takie jak The Chieftains koncertowały i wypierały rodzime grupy ze Szkocji. Przejęcie electricfolkowej stylistyki zaowocowało powstaniem takich zespołów jak JSD Band czy Spencer’s Feat. Z tego tygla w 1974 roku wyłoniło się odnoszące chyba największe sukcesy na polu celtic rocka Five Hand Reel, łącząc muzyków z obu krajów.

Dwie z najlepszych grup lat osiemdziesiątych wywodziły się z wędrownych trup tanecznych. Od 1978, gdy wydawał pierwsze autorskie albumy, zespół Runrig tworzył wypieszczony, elektryczny, szkocki folk, który zaowocował komercyjnym sukcesem płyty „Play Gaelic”. Z kolei grupa Capercaillie łączyła szkocką muzykę ludową, elektryczne instrumenty i nastrojowe wokale, co także zapewniło jej sukces.

Podczas gdy dudy były kluczowym elementem szkockiej muzyki folkowej, nie były zbyt często wykorzystywane w elektrycznych gatunkach. Warto jednak zwrócić uwagę na grupę Wolfstone, która od 1989 roku, łącząc góralską muzykę z rokiem, skutecznie wprowadziła ten instrument na salony.

Bretania

flag-brittanyBretania także miała swój wkład w rozwój celtic rocka. Ruch odrodzenia kultury bretońskiej lat sześćdziesiątych najlepiej obrazował Alan Stivell, który był głównym rzecznikiem harfy bretońskiej i innych podobnych instrumentów. Później zapożyczył elementy irlandzkiej, walijskiej i szkockiej muzyki ludowej i podjął próbę stworzenia panceltyckiego folku, która odbiła się szerokim echem zwłaszcza w Walii i Kornwalii. W 1972 zaczął grać electric folk wraz z gitarzystami Danem Ar Brazem i Gabrielem Yacoubem. Ten ostatni w 1974 roku założył Malicorne – jeden z najlepszych electricfolkowych składów we Francji. Po oszałamiającej karierze, w czasie której był między innymi członkiem Fairport Convention, Ar Braz stworzył panceltycki zespół Heritage des Celtec, osiągając spory sukces we Francji lat dziewięćdziesiątych.

Prawdopodobnie najbardziej znanym i jednocześnie wytrwałym zespołem electricfolkowym pochodzącym z Francji jest założony w 1971 roku Tri Yann, który koncertuje i nagrywa do dzisiaj. w 2017 celticpunkowa grupa Les Ramoneurs De Menhirs wykonała ukłon w stronę swojej tradycji, śpiewając w języku bretońskim i występując z Louise Ebrel, córką Eugénie Goadec – znanej kompozytorki pochodzącej z Bretanii.

Walia

flag-walesPod koniec lat sześćdziesiątych Walia wypromowała kilku ważnych wykonawców, którzy osiągnęli spory brytyjski i międzynarodowy rozgłos – powerpopowy Badfinger, psychodelicznych rockmanów z Elastic Band i protometalowe trio Budgie. Chociaż na początku lat siedemdziesiątych powstawały już folkorochowe grupy (Y Tebot Piws, Ac Eraill, Mynediad am Ddim), trzeba było czekać do 1973, by pierwsza poważna kapela rockowa śpiewająca po walijsku (Edward H Dafis) wywołała sensację łącząc elektryczne rockowe instrumentarium z rodzimym językiem. Dzięki nim przez jedno pokolenie słuchanie muzyki śpiewanej po walijsku stało się wyznacznikiem narodowej przynależności. Otworzyło to drogę rodzącej się kulturze rockowej, ale większość rdzennych walijskich artystów nie przebiła się w anglojęzycznym przemyśle muzycznym. Jednym z nielicznych wyjątków był poppunkowy zespół Anhrefn, który koncertował po Europie od wczesnych lat osiemdziesiątych do połowy dziewięćdziesiątych.

Kornwalia i Wyspa Man

flag-cornwallPodczas gdy inne celtyckie narody do końca lat sześćdziesiątych posiadały już ukształtowaną muzykę folkową, nie można było tego samego powiedzieć o Kornwalii i Wyspie Man, które były relatywnie małe oraz mocno zintegrowane z angielską kulturą, a Kornwalia dodatkowo związana była politycznie ze Zjednoczonym Królestwem. W rezultacie na tych terenach nie dało się odczuć wpływu wzbierającej fali elektrycznego folku lat siedemdziesiątych.

flag-isle-of-manNiemniej jednak ruch panceltycki, organizując muzyczne i kulturowe festiwale, wsparł starania mieszkańców Kornwalii w dążeniu do wytworzenia własnej sceny folkowej, czego dowodzi powstanie kilku grup w latach osiemdziesiątych. Z tradycji kornwalijskiej muzyki rockowej korzystały zespoły Moondragon i jego następca Lordryk. Z młodszych wykonawców warto wymienić tych śpiewających w etnicznym języku – Sacred Turf, Skwardya i Krena.

Podgatunki

Celtic punk

Irlandia była wyjątkowo płodnym gruntem dla zespołów punkowych połowy lat siedemdziesiątych, do których zaliczyć można Stiff Little Fingers, The Undertones, The Radiators From Space, The Boomtown Rats i The Virgin Prunes. Podobnie jak w przypadku angielskiego electric folku, pojawienie się punka i innych muzycznych trendów osłabiło ludowe elementy w celtic rocku. Wtedy właśnie, na początku lat osiemdziesiątych, na scenę wkroczyła pochodząca z Londynu irlandzka grupa The Pogues, która stworzyła celtic punk, łącząc kompozycje bazujące na konstrukcji ludowych pieśni z punkowym nastawieniem i przesłaniem. Wyjątkowy styl The Pogues wpłynął na wiele punkowych zespołów, wliczając w to pochodzących ze stolicy Anglii Neck, Szkotów z Nyah Fearties, , australijskie Roaring Jack i Greenland Whalefishers wywodzących się z Norwegii.

Celticpunkowa diaspora

Jednym ze skutków ubocznych celtyckiej diaspory było pojawianie się dużych społeczności na całym świecie, które szukały swoich kulturowych korzeni i identyfikowały się z oryginalnymi celtyckimi narodami.

Choć wydaje się, że młodzi muzycy wywodzący się z tych społeczności zazwyczaj dokonują wyboru pomiędzy kulturą folkową a mainstreamowymi gatunkami, takimi jak rock czy pop, pojawienie się celtic punka zaowocowało ogromną liczbą grup stylizowanych na celtic rock. Można to zauważyć zwłaszcza w USA i Kanadzie, które posiadają ogromne społeczności potomków irlandzkich i szkockich imigrantów.

Irlandzkie kapele ze Stanów Zjednoczonych to między innymi Flogging Molly, The Tossers, Dropkick Murphys, The Young Dubliners, Black 47, The Killdares, The Drovers i Jackdaw. Szkocką kulturę reprezentują natomiast Prydein, Seven Nations czy Flatfoot 56. Z kolei z Kanady pochodzą The Mahones, Enter the Haggis, Great Big Sea, The Real McKenzies oraz Spirit of the West. Na zespoły te miały oczywiście ogromny wpływ amerykańskie style muzyczne – niektórzy ich członkowie nie posiadają żadnego celtyckiego rodowodu, a śpiewają głównie po angielsku. Zresztą Anglia także jest domem dla wielu współczesnych kapel, z BibleCode Sundays i The Lagan na czele.

Celtic metal

Podobnie jak celtic rock w latach siedemdziesiątych, celtic metal powstał z połączenia różnych muzycznych nurtów muzyki angielskiej, gdy w latach dziewięćdziesiątych trashmetalowy zespół Skyclad dodał skrzypce, jigi i folkowy wokal do swoich utworów zamieszczonych na albumie „The Wayward Sons of Mother Earth”. Zainspirowało to pochodzącą z Dublina grupę Cruachan do połączenia tradycyjnej muzyki irlandzkiej z black metalem. W taki właśnie sposób narodził się celtic metal. Niedługo oba zespoły znalazły wielu naśladowców, do których zaliczyć można chociażby Primordial czy Waylander. Podobnie jak celtic punk, celtic metal łączy tradycyjny folk z nowoczesnymi gatunkami muzyki.

Dziedzictwo celtic rocka

Podczas gdy w Anglii electric folk, po początkowej fazie popularności, został zredukowany do muzyki subkulturowej, w wielu celtyckich społecznościach i narodach pozostał na piedestale rynku wydawniczego. Pierwotna fala celtic rocka w Irlandii, choć ostatecznie została wchłonięta przez angloamerykański rock progresywny i hard rock, stworzyła podwaliny pod międzynarodowy sukces irlandzkich zespołów takich jak The Pogues czy U2 – jednego wykorzystującego celtycką tradycję w nowym kontekście, a drugiego wyzbywającego się jej dla szczególnego, ale mainstreamowego brzmienia.

Podobne okoliczności, choć mocniej rozłożone w czasie rozwoju celtic rocka, można było zaobserwować w Szkocji, zanim zespoły takie jak Runrig zdobyły międzynarodowe uznanie. Uznawany za jednego z najlepszych celticrockowych wokalistów, pochodzący z Glasgow Brian McCombe założył z kolei panceltyckę grupę The Brian McCombe Band, której siedzibą jest Bretania.

????????????????????????

W innych społecznościach, zwłaszcza tam, gdzie osoby mówiące w językach celtyckich lub ich potomkowie to mniejszość, celtic rock wykorzystywany jest przeważnie nie jako droga do osiągnięcia mainstreamowego sukcesu, ale w celu kształtowania kulturowej tożsamości. Konsekwencją takiego działania jest wzmacnianie kultury panceltyckiej oraz schedy poszczególnych narodowości połączonych wspólnym dziedzictwem mimo geograficznego rozrzucenia. Najważniejszym jednak efektem powstania celtic rocka jest niesamowite pobudzenie muzycznej i kulturowej kreatywności.

Link do oryginału: London Celtic Punks

Tłumaczył: Michał „Michu” Wysocki

Czytaj więcej

Trasa koncertowa Cascabel

13002327_1012608105453235_7691493320262846673_oCascabel to rzecz rzadko spotykana na scenicznych deskach – celtic punk wykonywany wyłącznie akustycznie. Słowacka grupa składająca się z pięciu muzyków całkowicie bez prądu jest w stanie pokazać energię, której pozazdrościliby im przedstawiciele bardziej zelektryzowanych gatunków. Koncertowali w niemal każdym europejskim kraju pozostawiając pozytywne wrażenie po swoich niezapomnianych scenicznych przedstawieniach.

Obecnie są w trakcie kolejnej trasy po naszym kontynencie, która obejmuje Irlandię, Wielką Brytanię, Niemcy i Belgię. Promują także swoją najnowsza epkę „Blood, Wood & Rats”, którą możecie przesłuchać na ich Bandcampie.

Zespół tworzą gitarzyści i wokaliści Lukas oraz Janis, grający na cajónie Samuel, skrzypek Izak oraz basista Tomas. Muzycznie obracają się w okolicach takich wykonawców jak NoFx, Mumford & Sons, Chuck Ragan i Blackbird Raum. Jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie wybierzcie się na ich koncert!

Zapraszam Was zwłaszcza na kończący trasę koncert w sąsiednich Niemczech, który odbędzie się 5 września!

Wake Up Call Tour 2017

Czytaj więcej