Śpiewnik: Paddy and the Rats – Never Walk Alone

paddyandtherats

Tym razem przygotowaliśmy dla Was opracowanie jednej z najlepszych ballad wśród celticpunkowej braci – utworu „Never Walk Alone” w wykonaniu węgierskiego składu Paddy and the Rats. Piosenka jest świetnym materiałem do ćwiczeń ze względu na prosty układ (i niewielką liczbę) akordów oraz sentymentalny, irlandzki klimat.

PDF z opracowaniem można ściągnąć tutaj.

Czytaj więcej

LochNesz, Poznań – Tanner’s Irish Pub, 07.02.2015 r.

10984196_843501089046486_4292130620117981956_oWszystko co dobre, szybko się kończy. Tak jak koncert Węgrów z LochNesz, który odbył się w sobotę 7 lutego 2015 r. w poznańskim Tanner’s Irish Pubie. Była moc, był ogień. Muzycy i fani dali z siebie wszystko.

10987405_843500995713162_4711877401929639977_oMoje wrażenia można podsumować jednym, mało folkowym stwierdzeniem – było ekstra! Zespół momentalnie złapał doskonały kontakt z publicznością, a przodował w tym dudziarz Murányi István. István tańczył i bawił się razem ze wszystkimi, co tylko skłoniło słuchaczy do jeszcze większego koncertowego szaleństwa. Węgrzy grali zarówno swoje autorskie utwory, jak i covery Dropkick Murphys czy Flogging Molly. Nie mogło również zabraknąć jednej z najbardziej popularnych szant – „Morskich Opowieści” (tutaj w wersji „Drunken Sailor”).

Występ LochNesz wzbudził żywiołową reakcję publiczności. Wspólnie śpiewaliśmy, tańczyliśmy i pogowaliśmy. Czuć było, że na chwilę wszyscy przebywający w Tanner’s Irish Pubie stali się jedną średnio-wielką rodziną. Liczyła się tylko płynąca z muzyki Węgrów energia i zabawowe braterstwo.

Muzycy okazali się bardzo sympatyczni. Po koncercie twierdzili, że w Polsce im się bardzo podoba, ludzie potrafią się bawić, a stare powiedzenie „Polak, Węgier, dwa bratanki” sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. Skrzypek Kofrán Gergely, z którym miałam okazję porozmawiać, był w Polsce drugi raz, choć to pierwsza wizyta jego macierzystej formacji.

10914811_843501402379788_3121785151833919245_oCiekawostka – nazwa grupy powstała poprzez połączenie szkockiego jeziora Loch Ness i węgierskiego słowa „nesz”, które oznacza hałas. A w sobotni wieczór było naprawdę głośno!

Rude

Autorką zdjęć oraz materiału wideo z koncertu jest niezastąpiona Katarzyna Czub!

Czytaj więcej

LochNesz – Dance the Jawbreaker Jig (2013)

Lochnesz-Dance the Jawbreaker JigWęgierska scena celticpunkowa jest jednym z największych zaskoczeń ostatnich lat. W stosunkowo niedługim czasie nasi południowi przyjaciele wydali na świat mnóstwo świetnych kapel, do których zaliczyć można chociażby Piszkos Fred, Punk Whiskey, Colleen, The Scarlet i Jolly Jackers. Nie mówiąc już o doświadczonych grupach w stylu Firkin czy Paddy and the Rats. W nurt ten idealnie wpisuje się także LochNesz ze swoim debiutanckim albumem „Dance the Jawbreaker Jig”.

W 2012 r. grupa wydała „The Monster’s Close” – interesującą epkę, z której utwory po lekkim doszlifowaniu znalazły się również na albumie (to „Monster”, „My Sweet Betty” i „Why is the Rum Gone?”). Porównując wersje z obu wydawnictw można zauważyć, że LochNesz nie tylko zwiększyło rolę gitary w swoich piosenkach, ale włożyło też ogromną ilość energii w produkcję długogrającej płyty.

„Dance the Jawbreaker Jig” otwiera jeden z najlepszych utworów zespołu – oparty na dudach „O Gude Ale”. Pełna energii i niezrozumiałego tekstu kompozycja sprawia, że czuję się jak jeden z wojowników Williama Wallace’a tuż przed bitwą z Anglikami. Z tą różnicą, że zamiast ostrzyć miecze i malować twarze w wojenne barwy, rozkręcamy pogo. „O Gude Ale” jest kwintesencją muzyki Węgrów – wesołej, energicznej i bezpretensjonalnej.

O kunszcie grupy świadczy fakt, że nie grają czystego punka z domieszką tradycyjnych instrumentów, ale szukają własnego sposobu na mieszanie różnych gatunków. Stąd też szantowe „Jöhet még egy whisky”, utrzymane w klimacie Dropkick Murphys „Never Say Goodbye”, ocierające się o ska „My Sweet Betty” czy filmowe „The Howling Wind (Tam Lin)”. Swoją liryczną stronę LochNesz pokazuje natomiast na początku znakomitego „Down by the Glenside” oraz w sentymentalnej balladzie „Dust from the Road”.

Album nie byłby taki dobry, gdyby nie indywidualne umiejętności tworzących grupę muzyków. Pomijając już nawet znakomitą gitarę Sárosi Gergely’ego (solówka w „Down by the Glenside”!), „Dance the Jawbreaker Jig” to kopalnia smaczków dla miłośników dud, skrzypiec i akordeonu. Całości dopełnia zaś zachrypnięty, a przez to wyjątkowy, wokal László Kristófa, który jest jednym z najważniejszych elementów tworzących charakterystyczny styl LochNesz (pełnię swoich pirackich możliwości pokazuje w „Have Another Whisky”).

Węgrzy nagrali świeży oraz zaskakujący album. W swoich kompozycjach twórczo podchodzą do wysłużonej już idei celtic punka proponując muzykę ciekawą i pełną energii, której słucha się tak samo dobrze biegając w lesie lub czytając przewodniki po Irlandii. „Dance the Jawbreaker Jig” jest mocnym debiutem, który może sugerować, że u naszych południowych sąsiadów powoli wschodzi nowa gwiazda, co najmniej na miarę Paddy and the Rats.

Michał „Michu” Wysocki

PS. Płytę można za darmo ściągnąć ze strony zespołu.

Lista utworów:

  1. O Gude Ale
  2. Jawbreaker Jig
  3. Down by the Glenside
  4. Have Another Whisky
  5. The Howling Wind (Tam Lin)
  6. Dust from the Road
  7. Why is the Rum Gone?
  8. Monster
  9. My Sweet Betty
  10. Never Say Goodbye
  11. Bonus: Jöhet még egy whisky

Czytaj więcej