Wywiad z Drunken Dolly

FotoJet

Drunken Dolly do holenderska petarda, która szturmem wzięła wszystkie listy najlepszych celticpunkowych albumów 2017, a mój osobisty ranking wygrała. Prywatnie muzycy prezentują co najmniej taki sam poziom poczucia humoru, jak w swoich utworach przepełnionych alkoholową retoryką. Warto ich sprawdzić i śledzić dalsze poczynania!

Michu: Zacznijmy od rozgrzewki – Drokpick Murphys czy Flogging Molly?

Michael: Dropkick Murphys, chociaż założyliśmy Drunken Dolly po koncercie Flogging Molly. Ale to właśnie Dropkick Murphys odkryło, jak łączyć szybkiego punk rocka w stylu Ramones z irlandzkimi instrumentami i wciąż brzmieć jak irlandzka muzyka taneczna.

Scott: Lubię oba zespoły, ale również wybiorę Dropkick Murphys.

Randy: Trudne pytanie, chociaż też wskażę na Dropkicków – mają więcej nastawienia w stylu „bez nonsensów, prosto do pointy”. Z drugiej jednak strony doceniam bardziej tradycyjne brzmienie Flogging Molly. Obie kapele są świetne!

Kevin: Kiedyś bardziej wolałem Flogging Molly, ale przez ostatnie lata skłaniam się coraz mocniej w stronę Dropkick Murphys – mają więcej punkowego feelingu.

Gydo: Metallica!

Jakie są Wasze celticpunkowe inspiracje?

Michael: Głównie DM i FM, ale cenię także The Real McKenzies, Ferocious Dog, Off With Their Heads i Against Me!

Kevin: Inspiruje mnie wiele rodzajów muzyki, niekoniecznie celtic punk. Zwłaszcza takie grupy jak NOFX, Rancid, Misfits i masa rock’n’rollowych artystów. Jeśli chodzi o rzeczy celticpunkowe, będą to głównie Flogging Molly, Dropkick Murphys, The Real McKenzies i Frank Turner.

Randy: Chciałbym dodać Fintrolla do tej listy. Zaczynałem słuchając folk metalu.

Gydo: Dla mnie wszystko zaczęło się od kasety „Sing Loud, Sing Proud!” i biletem na Dropkick Murphys, który mój wujek sprezentował mi na urodziny w 2001 lub 2002 roku. Kilka lat później spotkałem Scotta oraz Michaela i poznałem Flogging Molly, The Real McKenzies, a także masę innych grup.

W tamtym roku wydaliście swój debiutancki album, który zebrał pozytywne recenzje i znalazł się na pierwszym miejscu mojej listy najlepszych płyt 2017 roku. Jak długo go przygotowaliście?

Michael: (śmiech) W zasadzie od kiedy powstaliśmy! Na płycie znajdują się piosenki, który ułożyliśmy na samym początku naszej przygody, chociaż zmieniły się przez te wszystkie lata, a niektóre teksty zostały napisane na nowo. Dopiero po tych wszystkich zmianach weszliśmy do studia. Mamy jednak nadzieję, że następna płyta pojawi się dużo szybciej – na naszych półkach już leży kilka niezłych kawałków.

Scott: Jeśli pytasz wyłącznie o produkcję albumu, trwała niemal dwa lata.

Nawiązując jeszcze do poprzedniego pytania – co jest największą przeszkodą w wydaniu celticpunkowego albumu?

Michael: Najpierw chciałem zrobić stereotypowy zestaw pijackich piosenek, ale to szybko zrobiło się nudne. Wtedy stwierdziłem, że chcę dobrze wykonanej mieszanki folku/folk punka i punk rocka/pop punka, które kocham i które gram od lat. Nie było wielu kapel, które łączyłyby to z folkiem, tak jak NOFX, Rancid czy Jaya the Cat robią to ze ska i reggae.

Kevin: Myślę, że największą przeszkodą było zebranie pieniędzy na wydanie płyty we własnym zakresie.

Scott: Nie chciałem o tym mówić, ale skoro Kevin już zaczął – pieniądze, a raczej ich brak, spowalniają cały proces. Ale my się na to nie skarżymy. Ciężko pracowaliśmy na to, by album wreszcie został opublikowany i bardzo cieszymy się z rezultatu naszych wysiłków.

Czy łatwo tworzy się chwytliwe refreny? Jak wygląda wasza praca nad wokalami w tle utworów?

Michael: Myślę, że chwytliwy refren jest bardzo ważną częścią piosenki, dlatego często najpierw piszę refren utworu, którego jeszcze nie stworzyłem, albo wykorzystuję w tym celu fragmenty tekstów innych autorów. Preferuję krótkie refreny, ponieważ są bardziej chwytliwe, łatwiejsze do zapamiętania i chóralnego śpiewania. Wokale w tle bez wyjątku są autorstwa naszego perkusisty – Scotta. Za młodu śpiewał nawet w chórze, gdzie złapał odpowiednie podstawy. Później Scott i ja graliśmy w poppunkowej kapeli i nakręciliśmy się na The Beach Boys – stąd rozbudowanie harmonie naszych utworów. Przykładowo, „Hold On” to utwór który napisaliśmy i wykonywaliśmy z poprzednią kapelą – The Bat Bites.

Naprawdę pijecie tak dużo, jak o tym śpiewacie?

Randy: Nie pamiętam.

Michael: Ostaaaaaatnio brałem udział w niekończącej się popijawie. W Rotterdamie było wiele świetnych imprez i koncertów, a dodatkowo każdy występ Drunken Dolly kończy się długim afterparty. Wiem, że picie bywa destrukcyjne i należy uważać, by nie stało się nawykiem lub uzależnieniem. Z drugiej strony jest także świetną odskocznią od świata i pozwala czasami rozładować napięcie.

Gydo: Tak – wyobraź sobie jaki później jest kac. Ale niczego nie żałuję!

Skąd pomysł, by w swoich utworach używać jednocześnie banjo i mandoliny?

Michael: To ma związek z moim odejściem z zespołu i powrotem, gdy grałem z chłopakami od czasu do czasu. Przez koncertowanie z The Apers opuściłem Drunken Dolly na kilka lat. Ale gdy Scott odszedł z The Bat Bites i wrócił do DD, znaleźli gitarzystę (Randy’ego), a Gydo zaproponował, bym zamienił wiosło na mandolinę, podczas gdy on zostanie głównym wokalistą. Po kilku koncertach poczułem tak niesamowitą radość z grania, że postanowiłem wrócić do zespołu na pełnoprawnych warunkach. Początkowo Gydo zmieniał czasami gitarę akustyczną na banjo, ale później (niezrozumiały bełkot) i teraz gra tylko na banjo!

Styl „Alkoholic Rhapsody” często porównywany jest do pop punka lub kalifornijskiego punk rocka. Czy to celowa decyzja, czy wypadek przy pracy?

Michael: Zdecydowanie świadoma decyzja. Grałem w punkrockowych zespołach od kiedy skończyłem 16 lat – w pierwszej kapeli z Kevinem. Później obsesyjnie wkręciłem się w NOFX i Rancid, a dzięki takim wytwórniom jak Fat Wreck czy Epitaph i lokalnym zespołom, The Apers i The Accelerators, poznałem punk rocka spod znaku The Ramones, reprezentowanego przez Screeching Weasel czy The Queers.

Scott: Gdy piszę piosenkę, zawsze zaczyna jako utwór poppunkowy/punkrockowy. Później wołam Michaela i Gydo, żeby dodali jej trochę folkowego brzmienia! (śmiech)

Co robiliście przez te wszystkie lata pomiędzy rozpadem zespołu i triumfalnym powrotem w 2014 roku?

Michael: Scott i ja założyliśmy The Bat Bites, gdzie eksplorowaliśmy popową wersję punk rocka w stylu Ramones – w ramach tego projektu uczyliśmy się pierwszych dużych, punkrockowych harmonii. Zauważyli to The Apers, którzy szukali nowego gitarzysty. Dołączyłem do nich i koncertowaliśmy po całym świecie. Wtedy też nauczyłem się wiele na temat występów przed publicznością – Kevin Aper jest jednym z najlepszych frontmanów jakich widziałem, mocno mnie inspiruje.

Kevin: Studiowałem i tworzyłem na boku inne muzyczne projekty. Razem z przyjacielem grałem duński, elektroniczny hip hop, organizowałem też lokalne muzyczne wydarzenia. No i solidnie imprezowałem!

Jak wygląda celticpunkowa scena w Holandii? Czy faktycznie jest tak, że zespoły współpracują ze sobą, zamiast rywalizować?

Michael: W zasadzie to nie ma aż tylu zespołów grających folk punka. Mnóstwo grup wykonuje tradycyjną muzykę wspieraną przez metalowego gitarzystę. Na przestrzeni lat dorobiliśmy się jednak kilku świetnych przedstawicieli naszego nurtu, takich jak Circle J czy The Royal Spuds. Zagraliśmy razem kilka koncertów.

Scott: Może w Holandii nie ma aż tylu folkpunkowych grup, ale zawsze lepiej jest sobie pomagać niż rzucać kłody pod nogi. Szczerze wierzę, że gra w kapeli powinna polegać m.in. na zdobywaniu przyjaciół i wzajemnym wsparciu, a nie rywalizacji. Przykładowo, kilka lat temu pożyczaliśmy vana od Circle J, gdy ci go nie potrzebowali. Zaproponowali niezłą cenę i dobre warunki. Wciąż jesteśmy im za to wdzięczni. Albo inna sytuacja – gdy nie możesz zaakceptować jakiegoś zaproszenia na koncert, bo grasz gdzie indziej, dlaczego nie wkręcić w to miejsce innej kapeli? To proste i działa w obie strony.

Czy Holandia ma rozwiniętą scenę rodzimego folku?

Michael: Tak! Nazywają to „palingsound”. Przypomina trochę niemiecki schlager music i jest strasznie gówniane. Sprawdź Andre Hazesa i Fransa Bauera, jeśli jesteś naprawdę zainteresowany. Ale nie jest to powód do dumy :(

Rozmawiał Michał „Michu” Wysocki

Czytaj więcej