Najlepsze albumy 2017 roku!

Kończący się rok był chyba najlepszym w historii celtic punka. Swoje albumy wydała większość znanych na świecie grup, w tym absolutna, legendarna czołówka – Dropkick Murphys, Flogging Molly, The Real McKenzies, Flatfoot 56 i The Tossers. Nie zabrakło także wielu udanych debiutów oraz płyt grup, które stabilizują swoją pozycję na muzycznej scenie drugim lub trzecim krążkiem. Celtic punk nigdy nie był tak różnorodny, poruszający i nieobliczalny jednocześnie. Dodatkowo 2017 to kolejny rok który potwierdza, że, gdy chodzi o wartości artystyczne, gatunek już dawno przestał być zdominowany przez zespoły pochodzące z krajów anglosaskich.

Przygotowane zestawienie zawiera subiektywny ranking najlepszych albumów. Z oczywistych względów nie znalazły się w nim wszystkie tegoroczne wydawnictwa. Do epek, generalnie, zaliczałem albumy zawierające pięć kompozycji i mniej, ale nie było to twardą regułą. Potraktujcie to jako kolejne autorskie spojrzenie na sprawę.

Większość płyt dostępna jest na Spotify lub bandcampowych profilach zespołów. Zachęcam do robienia zakupów – w ten sposób, nawet mieszkając w Polsce, możecie wesprzeć kapele, które z pewnością na to zasługują!

Albumy

3535. La Fiesta Del Diablo – Mis Colegas, La Barra y Satán – Nasz ranking otwiera chilijska grupa, która posiada dobrze zauważalny diabelski pierwiastek. Choć większość utworów porusza się w ramach szeroko rozumianej stylistyki ska, muzycy nie poszczędzili przesteru i agresywnego wokalu. To trzeci album wydany w ciągu trzech ostatnich lat. Mam nadzieję, że zespołowi nie zabraknie zapału i utrzyma takie tempo.

3434. Tortilla Flat – Forward to the Past – Tę szwajcarską formację cenię przede wszystkim za wytrwałość. Tegoroczny album jest siódmym w dorobku grupy i, co cieszy, wcale nie odbiega poziomem od jej wcześniejszych dokonań. Wciąż słychać tu surową punkową wrażliwość wymieszaną z celtyckim grzaniem. Albo na odwrót.

.

3333. The Scarlet – Hardfolk Shanties – Już po samym tytule możecie przewidzieć, co usłyszymy na najnowszym albumie Węgrów z The Scarlet. „Hardfolk Shanties” to zbiór w większości ciężkich kompozycji w stylu pirate punk. Szkoda, że płyta jest tak przybrudzona, bo utwory pokroju „Monday Morning” pokazują ogromny potencjał grupy. Dla fanów morskich opowieści.

3232. The Pourmen – Rise & Shine – Dawno nie słyszałem tak przaśnej płyty jak ta wydana przez Amerykanów z The Pourmen. Trochę tu szant, trochę country, z pewnością dużo tematyki okołoalkoholowej. Album nie jest wybitny pod żadnym względem, ale też nie utyka na żadne kopyto. Solidne, średnie wydawnictwo.

.

3131. Paddy and the Rats – Riot City Outlaws – PATR na dwóch pierwszych albumach grzało tak bardzo, że aż mi czerwieniały słuchawki. Dwie kolejne płyty były jednak strasznie słabe i po prostu nie dało się ich słuchać. „Riot City Outlaws” to mały krok w dobrą stronę – zespół wrócił do chwytliwych i wesołych melodii, wciąż jednak gra masę nieznośnych, okołoszantowych jęczydeł. Album jakoś się broni, ale mam nadzieję, że kolejne wydawnictwo będzie nawiązywać do początkowego etapu twórczości grupy.

3030. Всё_CRAZY – Мокрые слухи – Zawsze cieszę się, gdy dostaję w ręce płyty naszych sąsiadów. Zwłaszcza tych zza wschodniej granicy, ponieważ tam scena celticpunkowa nie jest tak rozwinięta, jak na Zachodzie. „Мокрые слухи” to przeważnie pogodny album utrzymany w stylistyce morskiej. Całkiem przyjemny.

.

2929. Cassidy’s Brewery – One Brew Over the Cuckoo’s Nest – Serbowie z Cassidy’s Brewery z pewnością wiedzą, jak łączyć folkową wrażliwość z rozgrzanymi gitarami. Co prawda covery tradycyjnych pieśni wychodzą im lepiej niż własne kompozycje, ale nie jest to zarzut dyskwalifikujący płytę. Zwracam uwagę na świetne „Heroes”.

.

2828. The Real Mccoys – Barfly – Coś takiego jest w The Real Mccoys, co przypomina mi najlepsze czasy fascynacji kalifornijskim punk rockiem. Prześmiewcze teksty, radosne kompozycje i wstawione ze smakiem folkowe elementy sprawiają, że „Barfly” słucha się z wyjątkową przyjemnością.

.

2727. Les Tricards – Saint Pogo – Debiutancka płyta Francuzów to krążek, do którego przekonałem się z czasem. Początkowo ich lekko surowy styl mi nie odpowiadał, ale ostatecznie mnie kupili. I Wy też powinniście dać się sprzedać, bo „Saint Pogo” przy bliższym poznaniu wiele zyskuje.

.

.

2626. Black Anemone – In It for Life – Szwedzi niespodziewanie uderzyli z drugim długogrającym albumem, i w zasadzie zmietli skandynawską scenę. „In It for Life”, choć dość krótkie, zawiera najlepszą mieszankę celticpunkowych smakowitości, z przepitym wokalem i rozbujanymi melodiami na czele. Płyta jest wystarczająco różnorodna, by zadowolić miłośników wszystkich odmian gatunku.

2525. Black Water County – Taking Chances – BWC uznawane jest za jedną z najlepszych angielskich grup celticpunkowych, choć powstało cztery lata temu. „Taking Chances” potwierdza tę opinię i pokazuje, że Amerykanie już dawno przestali dominować w tym przedmiocie. Album urzeka przede wszystkim damskim wokalem, tak rzadko spotykanym.

.

2424. O’Hamsters – Где бы мы ни бывали – Kolejna kapitalna grupa pochodząca z Ukrainy zabłysnęła nowym albumem. Płyta jest energiczna i agresywna, z pewnością bardziej punkowa niż folkowa. Muzycznie pierwsza klasa – tylko tekstów nie rozumiem, a mam wrażenie, że pojawia się tam Polska.

.

2323. The O’Reillys and the Paddyhats – Sign of the Fighter – Ta niemiecka grupa, która w zasadzie wzięła się znikąd (a dokładniej z potrzeby zagrania na weselu) szybko zawojowała Europę. Swój trzeci album utrzymała w klimatach pirackich szant przyprawionych gitarowym przesterem. Jak na mój gust trochę za mało tu beztroski, ale album i tak broni się znakomicie.

2222. Selfish Murphy – Another Fork in the Road – Cechą charakterystyczną rumuńskiego zespołu Selfish Murphy są ciężkie gitary, które nie przechodzą jednak w metal. Na tegorocznym albumie grupa zaprezentowała znaną już mieszankę mocnych brzmień z ludowymi instrumentami, która sprawdza się przede wszystkim na koncertach. Chętnie zobaczę ten materiał na żywo!

2121. The Lucky Pistols – Where the Orioles Fly – Wydawnictwo The Lucky Pistols to jedna z najbardziej amerykańskich płyt tego roku. Większość utworów zawiera w sobie posmak country, a harmonijka ustna i melodyjny wokal tylko umacniają słuchacza w tym przekonaniu. W zasadzie jedynym poważnym minusem wydaje się być monotonia – większość kompozycji jest do siebie bardzo podobna.

2020. Cheers! – Daily Bread – Drugą dziesiątkę zestawienia otwierają fantastyczni Czesi z Cheers!. „Daily Bread”, kolejne wydawnictwo w dorobku grupy, urzeka instrumentalnym kunsztem, choć nieco odstrasza wokalem, który do zawsze był problemem zespołu. Nie przeszkadza mi to jednak w przyznaniu wysokiego miejsca krążkowi w kategorii muzyki barowej.

1919. Flatfoot 56 – Odd Boat – Flatfoot 56 to jeden z tych nielicznych zespołów, które cenię przede wszystkim za teksty. Zaangażowana społecznie poetyka pojawia się u wielu grup celticpunkowych, ale to właśnie Amerykanie wykorzystują ją najlepiej. Nowy album jest nią przepełniony i powinien znaleźć się na półce każdego miłośnika gatunku.

.

1818. Restless Feet ‎– Homeward Bound – Nie od dziś wiadomo, że Niemcy są okołofolkową potęgą. Dotyczy to także celtic punka i gatunków pokrewnych, czego dowodzą coroczne wysypy świetnych albumów. Jednym z najlepszych wydawnictw za naszą zachodnią granicą w tym roku jest płyta speedfolkowej załogi Restless Feet. „Homeward Bound” to kawał solidnej, skocznej muzyki, które nie można przegapić.

1717. The Peelers – Palace of the Fiend – Trzeci album Kanadyjczyków zasługuje na uwagę przede wszystkim dlatego, że to jedna z najlepiej wyprodukowanych płyt tego roku. To czysta przyjemność słuchać tak doskonale wypieszczonych instrumentów, do tego wykorzystanych w całkiem zgrabnych utworach. Obowiązkowo do puszczenia na dobrych głośnikach.

1616. The Tossers – Smash the Windows – Grupa The Tossers powstała ładnych parę lat przed Dropkick Murphys czy Flogging Molly i choć nie osiągnęła podobnego sukcesu, od 24 lat nie zawodzi. Tegoroczny album to wciąż solidna dawka radosnej energii, ciepłych melodii i zabawnych tekstów, które pojawią się u sporej części celticpunkowego uniwersum. Oby grali co najmniej do pięćdziesiątki!

1515. Nevermind Nessie – Best of Foes – Nikt tak jak Belgowie z Nevermind Nessie nie potrafi wykorzystać akordeonu w celtic punku. „Best of Foes” to naparzanka w najlepszym punkowym stylu, uzupełniona mniej lub bardziej o folkowe elementy. Polecam zwłaszcza wykrzyczane, wpadające w ucho refreny.

.

1414. Craic – Sounds of Vandemark – W muzyce tej ośmioosobowej załogi ze Stanów słychać mocne wpływy Dropkick Murphys. Nic dziwnego, w końcu współpracowali z Ryanem Foltzem – byłym członkiem tej legendarnej formacji. Wszystko na „Sounds of Vandemark” jest na swoim miejscu, a ostatnie w zestawieniu „Cleveland” to zdecydowany kandydat do kanonu celtic punka.

1313. Potatoe Famine – Drink the Pub Dry – Jaka szkoda, że ta płyta jest taka krótka. Amerykanie z Potatoe Famine z pewnością wiedzą jak rozbujać słuchaczy. Od pierwszego utworu zaśpiewanego a capella, przez różne nastroje folku i elektrycznych gitar, aż po zamykający album kawałek „Paddy” (także pozbawiony instrumentów) – „Drink the Pub Dry” powinno na stałe zagościć w Waszych głośnikach.

1212. Kilmaine Saints – Whiskey Blues and Faded Tattoos – Ci dopiero mają zdrowie! Płyta zawiera 17 utworów, w większości wcale nie tak krótkich. Z tego powodu na albumie możemy znaleźć ogromny przekrój celticpunkowych klimatów – od barowych przyśpiewek, przez utwory stricte folkowe, aż po stadionowe zaproszenia do tańca. Solidna, uczciwa robota!

1111. The Real McKenzies – Two Devils Will Talk – Od zawsze powtarzam, że The Real McKenzies to najbardziej szkoccy Kanadyjczycy w historii. Swoim dwunastym albumem potwierdzają, że zasłużyli sobie na miano legendy celtic punka. Brak tu zaskoczeń – jest punk, dudy i masa prześmiewczych tekstów, z moim ulubionym „Fuck The Real McKenzies” na czele.

1010. The Drunken Lazy Bastards – Born to Be Drunk – Mówcie co chcecie, ale celtic punk i alkohol idealnie się uzupełniają. Otwierający pierwszą dziesiątkę Francuzi z The Drunken Lazy Bastards udowodnili to kolejną płytą. Kompozycje są lekkie, skoczne, pełne pogodnych tekstów. Jeśli dołożycie do tego solidną porcję humoru („Cursed Song”!) i świetne partie skrzypiec otrzymacie „Bron to Be Drunk” – płytę wartą każdej minuty Waszego czasu.

099. The Moorings – Unbowed – The Moorings to kolejna grupa, która w tym roku zadebiutowała pełnym albumem. I kolejna, która absolutnie nim nie zawiodła. „Unbowed” zawiera kompletny zestaw celticpunkowej dobroci – śmieszne teksty, wesołe melodie i gitarowy czad. Znakomicie wypada także w typowo folkowych numerach, co potwierdza mój osobisty faworyt – „Posy of Lily”.

088. Dropkick Murphys – 11 Short Stories of Pain & Glory – Gdy już myślałem, że Dropkick Murphys jest na autostradzie do lekkiego folk rocka, uderzyli z naprawdę dobrym materiałem. Płyta to zbiór stadionowych wręcz kompozycji, pełnych chórków i rozbujanych refrenów. Brak na niej może odrobiny magii charakterystycznej dla pierwszych wydawnictw zespołu, ale nie odbiera jej to nic ze swojego profesjonalizmu.

077. Flogging Molly – Lifes Is Good – Flogging Molly to zespół, który jak nikt inny potrafi uwydatnić sentymentalną stronę celtic punka. Choć często narzekam na to, że z biegiem czasu grupy stają się coraz łagodniejsze, Amerykanie robią to z gracją, która nie może być powodem do wstydu. Świetna płyta nawiązująca stylistycznie do legendarnego już „Drunken Lullabies”.

066. Sons Of O’Flaherty – The Road not Taken – „The Road not Taken” to kolejna wydana w tym roku płyta, która nawiązuje lekko do stylistyki kalifornijskiego punk rocka. W zasadzie jedynym minusem albumu są zlewające się z tłem tradycyjne instrumenty przy szybszym numerach. Poza tym album pełen jest niepohamowanej energii i świetnych partii gitarowych. Pyszne!

055. The Tradesmen – Built on the Blood of Us All – Ta płyta zaczyna się tak, jak każda celticpunkowa płyta powinna – od melodii dud irlandzkich. A później jest tylko lepiej. Świetna produkcja, czysty dźwięk, rozgrzane do czerwoności kompozycje i chóralny męski zaśpiew zapewniły albumowi wysokie miejsce w klasyfikacji. Wielka szkoda, że zespół rozpadł się w tym roku.

044. Uncle Bard & The Dirty Bastards – Handmade! – Czwarty album w dorobku Włochów jest jednocześnie ich najlepszym wydawnictwem. „Handmade!” przepełniają energetyczne siekiery, które porywają na koncertach tłumy. Nie zapominając o irlandzkiej wrażliwości, zespół stworzył gitarową petardę okraszoną specyficznym poczuciem humoru. Kapitalna sprawa i miejsce tuż za podium!

033. Jolly Jackers – Blood, Sweat and Beer – Odnoszę wrażenie, że młodzi Węgrzy z Jolly Jackers przejęli całą radosną wyobraźnię od wypalonych Paddy and the Rats. Na „Blood, Sweat and Beer” zaprezentowali bardziej dojrzałe oblicze, ale tylko pod względem instrumentarium i kompozycji. Lirycznie to wciąż lekka i humorystyczna balanga. Dla mnie to najlepszy węgierski album ostatnich kilku lat i zasłużone trzecie miejsce.

022. Celkilt – Stand – Długo czekałem na płytę taką jak „Stand”. Trzeci w dorobku Francuzów album to kopalnia pomysłów, które nadają celtic punkowi zupełnie nowego posmaku. Zespół miesza gatunki muzyczne, eksperymentuje z tempem, a nawet rapuje (no dobra, tylko troszeczkę). Wszystko to doprawia ogromną energią, talentem do kompozycji i stadionową wręcz estetyką. Absolutny must have.

011. Drunken Dolly – Alcoholic Rhapsody – Zdecydowanym zwycięzcą 2017 roku jest debiut Holendrów z Drunken Dolly. Płyta to kwintesencja gatunku – przepełniona chóralnymi zaśpiewami, chwytliwymi melodiami i wszechobecną tematyką alkoholową. Idealne rozłożenie proporcji między folkiem i punkiem sprawiło, że „Alcoholic Rhapsody” jest albumem, który nie ma słabych punktów. Z miejsca stał się moim ulubionym celticpunkowym wydawnictwem.

Epki/minialbumy

1010. Rain in Summer – Discordant Anthem from the Gutter

Druga epka w dorobku indonezyjskiej grupy wciąż grzeszy nie najlepszą produkcją, ale pobrzmiewa w niej zalążek czegoś wielkiego. Rain in Summer to skład, który warto śledzić!

9. ShamRocks – Ye Olde Chariot

Jak na celtic punka, Ukraińcy z ShamRocks grają wyjątkowo ostro. Z chęcią usłyszałbym więcej tak przesterowanych gitar.

8. Zuname – Nothing Can Stop Me

Ta epka to jedno z najmocniejszych wydawnictw w zestawieniu. Agresywny punk z domieszką melodii granych na dudach. Świetne!

7. Hawthorn – Ravenwood

Niesamowicie energiczny duet z Arizony zaskoczył fantastyczną epką, która nie powinna przejść bez echa. Dobrze skomponowany i wyprodukowany kawał muzyki.

6. The Crazy Rogues – Rebels’ Shanties

Węgry obrodziły w tym roku znakomitymi wydawnictwami. The Crazy Rogues nagrali album różnorodny, często bardzo liryczny, nie stroniący jednak od mocniejszych gitar (znakomite „Mutineers (must DIE)”!). Warto śledzić tę grupę, bo czuć w nich pokłady nieodkrytego jeszcze potencjału.

5. Benny Mayhem – Song for Absent Friends

Epka Benny’ego to przede wszystkim fantastycznie wyprodukowane gitary akustyczne. Odświeżające!

4. Union Blood – Working Class Pride EP

Stary, dobry, zaangażowany społecznie street punk. Znakomite!

3. Lád Cúig – Nosaltres Sols

Krótko, zwięźle i absolutnie na temat. Jak dobrze usłyszeć na celticpunkowej epce cover AC/DC!

2. Brick Top Blaggers – The Fury

Wielka szkoda, że ci zasłużeni celticpunkowcy nie zrobili z „The Fury” pełnej płyty. Kawał solidnej, rozśpiewanej roboty!

1. Black Rawk Dog – Suburban’s Folk Stories

Debiut BRD to indonezyjska petarda, której nikt się nie spodziewał. Najwyższy światowy poziom kompozycji, świetna produkcja i pełen profesjonalizm. Zdecydowany zwycięzca tego roku w swojej kategorii!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>